Siatkarki Atomu Trefl wygrały w Ergo Arenie z belgijskim VDK
Gent Dames 3:0 (25:9, 25:20, 25:17) w drugim meczu grupy C Ligi
Mistrzyń. Teraz w tych rozgrywkach nastąpi prawie miesięczna przerwa -
26 listopada sopocianki zagrają u siebie z VakifBankiem Stambuł.
W drugim spotkaniu grupy C Ligi Mistrzyń siatkarki Atomu Trefl pokonały
przed własną publicznością VDK Gent Dames 3:0. Był to drugi triumf
mistrzyń Polski w tych rozgrywkach - w inauguracyjnym spotkaniu
sopocianki wygrały w Bukareszcie z Dinamem Romprest 3:1.
Konfrontacja z występującymi w krajowym składzie mistrzyniami Belgii i
aktualnym wiceliderem tamtejszej ekstraklasy (w tej drużynie nie gra
jednak żadna zawodniczka reprezentacji Belgii, która we wrześniu w
Berlinie sięgnęła po brązowy medal mistrzostw Europy) nie miała
historii. Z dyspozycją, jaką siatkarki Gent Dames zaprezentowały w tym
spotkaniu, miałyby spore problemy w polskiej ekstraklasie.
Pierwsza partia trwała zaledwie 15 minut i 30 sekund, a gospodynie miały
w nim aż....16 piłek setowych (wygrały drugą). Od remisu 2:2 trwał
systematyczny demontaż belgijskiego zespołu. Przy stanie 10:3 dla Atomu
Trefl szkoleniowiec gości Stijn Morand wykorzystał drugą przerwę w grze,
wymienił rozgrywającą, ale nie przyniosło to żadnego efektu.
Mistrzynie Polski systematycznie powiększały przewagę, w czym wydatnie
pomogły im rywalki. Belgijki miały bowiem problem z każdym elementem
siatkarskiego wyszkolenia, począwszy od przyjęcia zagrywki. W ataku
także nie było najlepiej, o czym świadczy fakt, że w pewnym momencie
rozgrywająca sopocianek Izabela Bełcik sama dwa razy z rzędu zatrzymała
na siatce Laurę De Schrijver.
Po gładkim zwycięstwie w pierwszej partii gospodyniom trudno było
zmobilizować się w drugim secie. Dlatego zawodniczki Gent Dames
remisowały 8:8 i 13:13, a następnie przegrywały tylko 16:17. W końcówce
dobrą zmianę dała jednak Holenderka Judith Pietersen, na której ataki
przyjezdne nie mogły znaleźć recepty.
W trzecim secie Atom Trefl objął prowadzenie 11:3, 20:9 oraz 24:13. Ten
nierówny pojedynek zakończył po 70 minutach atak Serbki Brizitki Molnar,
która wykorzystała piątą piłkę meczową.
W zespole gości wystąpiła mająca polskie korzenie atakująca Karolina
Goliat. Zaledwie 17-letnia reprezentantka Belgii juniorek jest córką
siatkarki Spójni Gdańsk Jadwigi Wojciechowskiej oraz bramkarza piłkarzy
ręcznych Wybrzeża Gdańsk i reprezentacji Polski Wiesława Goliata.
Popularny "Gufi" grał w jednej drużynie m.in. z Danielem Waszkiewiczem i
Bogdanem Wentą.
W drugim spotkaniu grupy C VakifBank Stambuł podejmie w czwartek Dinamo.
Po drugiej kolejce w Lidze Mistrzyń nastąpi prawie miesięczna przerwa. W
kolejnym meczu 26 listopada sopocianki również w Ergo Arenie zmierzą
się z drużyną ze Stambułu.
Powiedzieli po meczu:
Stijn Morand (trener VDK Gent Dames):
- Jestem dumny ze swojej drużyny, która dała w tym meczu z siebie
wszystko. Chciałbym podkreślić, że w naszym młodym zespole nikt nie
występuje w seniorskiej reprezentacji. Poza tym po raz pierwszy gramy w
Lidze Mistrzyń i również po raz pierwszy mieliśmy okazję rywalizować w
takiej hali. Po wysokiej porażce w pierwszym secie w dwóch kolejnych
partiach zaprezentowaliśmy się zdecydowanie lepiej. Gospodynie
przewyższały nas jednak nie tylko doświadczeniem, ale również siłą
ataku. Mam nadzieję, że jeszcze lepszą dyspozycję pokażemy w trzecim
meczu z Dinamem Romprest Bukareszt.
Teun Buijs (trener Atomu Trefl Sopot):
- Po tym meczu jestem szczęśliwym człowiekiem. To było ważne zwycięstwo
w układzie tabeli naszej grupy. Belgijki grają niezwykle szybką
siatkówkę, niemniej mieliśmy Gent Dames dobrze rozpracowany i byliśmy na
to przygotowani. Po świetnym pierwszym secie naturalne jest, że
koncentracja zwycięskiej drużyny trochę spada. W drugiej partii
przydarzyło nam się również trochę błędów, ale najważniejsze, że nie
daliśmy odebrać sobie zwycięstwa. Cieszę się również, że na parkiecie
miały okazję pojawić się wszystkie zawodniczki".
Maud Catry (kapitan VDK Gent Dames):
- Atom Trefl to bardzo silny, wyrównany, doświadczony i dobrze
zorganizowany zespół. Zapewniam, że w tym spotkaniu dałyśmy z siebie
wszystko, ale na więcej nie było nas stać.
Izabela Bełcik (kapitan Atomu Trefl):
- Cieszę się z pewnego i szybkiego zwycięstwa. Pewnych emocji mógł
dostarczyć jedynie drugi set, ale w dwóch pozostałych zrobiłyśmy
wszystko, aby trwały one jak najkrócej. Ważne jest również to, że w tym
meczu więcej na parkiecie przebywały te zawodniczki, które mniej grały
we wcześniejszych spotkaniach.
Atom Trefl Sopot - VDK Gent Dames 3:0 (25:9, 25:20, 25:17)
Atom Trefl Sopot: Izabela Bełcik, Anna Podolec, Julia Szeluchina,
Klaudia Kaczorowska, Justyna Łukasik, Charlotte Leys - Mariola Zenik
(libero) - Natalia Gajewska, Zuzanna Efimienko, Judith Pietersen,
Brizitka Molnar, Kimberly Hill.
VDK Gent Dames: Aziliz Divoux, Karolina Goliat, Laura De
Schrijver, Lise De Valkeneer, Maud Catry, Karolien Verstrepen - Adeline
Lemey (libero) - Lize Van Cleemputte, Brenda Taga, Renee Verhulst.
Sędziowali: Stefan Bernstroem (Szwecja) i Tiit Koiv (Estonia).
Widzów: 1000.
Play volleyball everyday
środa, 30 października 2013
wtorek, 29 października 2013
Jastrzębski Węgiel - Hypo Tirol Innsbruck 3:0
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla pokonali we własnej hali austriacki Hypo Tirol Innsbruck 3:0 (25:23, 25:22, 25:20) w swoim drugim meczu grupy F Ligi Mistrzów. Polski klub odniósł tym samym pierwsze zwycięstwo w LM. Tydzień temu zawodnicy z PlusLigi ulegli na wyjeździe tureckiemu Halkbankowi Ankara 1:3.
Zespół austriacki jest wicemistrzem swego kraju. W Lidze Mistrzów gra po raz ósmy. Raz udało się tej drużynie wyjść z fazy grupowej.
W pierwszym secie jastrzębianie od początku zaczęli budować przewagę i na pierwszej przerwie prowadzili 8:6. Po powrocie na parkiet gospodarze zdobyli sześć punktów przy jednym gości, co dało im prowadzenie różnicą aż siedmiu punktów (14:7). Na drugą przerwę zawodnicy schodzili przy stanie 16:10. Do stanu 23:18 gra toczyła się głównie punkt za punkt. Później siatkarze Tirolu zdobyli cztery punkty z rzędu i zrobiło się 23:22. Ostatecznie to Jastrzębski Węgiel wyszedł z tej walki zwycięsko, wygrywając 25:23.
Na początku kolejnego seta jastrzębianie wypracowali sobie dwupunktową przewagę, ale później pozwolili swoim przeciwnikom doprowadzić do stanu 5:5. Na pierwszej przerwie to jednak trzecia drużyna PlusLigi z poprzedniego sezonu miała na swoim koncie dwa punkty więcej (8:6). Na drugiej przerwie było już tylko jeden punkt więcej od zawodników z Austrii (16:15). Po powrocie na parkiet gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i w końcówce jeszcze zwiększyli przewagę do czterech oczek (23:19), a chwilę później wygrali 25:20 i cały mecz 3:0.
Wywiad ze Stephanem Antigą
W meczu Effector Kielce - PGE
Skra Bełchatów (1:3), który odbył się 20 października Stephane Antiga został wybrany MVP spotkania. Po
zakończonej rywalizacji Stéphane Antiga opowiedział dlaczego zdecydował
się na powrót do Bełchatowa, udział w nowym projekcie klubu oraz o pracy
z przyjacielem, który został jego trenerem.
- PlusLiga: Po meczu z Effectorem Kielce zdobył statuetkę MVP. Czy wie Pan, która to już nagroda w Pana karierze w Polsce?
- Stéphane Antiga: Otrzymanie nagrody dla najlepszego zawodnika spotkania jest przyjemne, ale nie najważniejsze. To tylko dodatek. To co jest ważne, to to, że zagraliśmy trzy bardzo dobre sety i jeden bardzo zły. Musimy pracować, aby grać jeszcze lepiej i dowiedzieć się, czemu gramy falami. Taki mecz, jak w Kielcach, przytrafił nam się po raz pierwszy odkąd razem pracujemy i to jest troszkę niebezpieczne. Dwie pierwsze partie zagraliśmy naprawdę na dobrym poziomie. Zawsze w spotkaniu gra wielu zawodników z drużyny, w niedzielę zagrali prawie wszyscy. Trener dokonał dobrych zmian, które pomogły nam w grze w obronie. Dobrze spisywaliśmy się także w polu zagrywki i w ataku. Wiemy, że jesteśmy w stanie grać jeszcze lepiej, ale do tego potrzeba czasu. Jesteśmy zadowoleni, że w Kielcach zdobyliśmy trzy punkty. To ważne.
- Może na Waszą postawę wpłynęła 10-ciominutowa przerwa, która od tego sezonu obowiązuje w PlusLidze między drugim a trzecim setem?
- Moim zdaniem, to nie miało znaczenia w tym przypadku. Może dwu, trzypunktowa strata na początku seta mogłaby być spowodowana przerwą, ale w trzeciej partii traciliśmy punkty serami. Może to wszystko było w naszych głowach? Po dwóch, łatwo wygranych setach, uznaliśmy, że już wygraliśmy spotkanie. Przestaliśmy po prostu grać, oddaliśmy przeciwnikowi tę partię, ale w kolejnej wróciliśmy do swojej gry. Poza tym, przy pełnej hali, a taka była w Kielcach, gra się naprawdę dobrze.
- W każdym mieście wypełnia się hala, kiedy przyjeżdża Skra Bełchatów…
- Ale Skra od dwóch lat nie zdobyła mistrzostwa Polski! A granie w takich okolicznościach naprawdę jest wielką przyjemnością.
- Wrócił Pan po dwóch sezonach do Bełchatowa, dlaczego?
- Skra Bełchatów nadal jest prestiżowym klubem, w którym realizowany jest ciekawy projekt prowadzony przez Miguela Falscę. Kiedy z nim pracujemy, otrzymujemy wiele dobrych wskazówek. Dzielimy tę samą filozofię gry. Mimo że Miguel debiutuje w roli trenera, świetnie rozumie siatkówkę. Niedawno zakończył karierę zawodniczą. Jest bardzo inteligentny. Ma pomysł na drużynę. Wszyscy są zaangażowani w ten projekt – sztab szkoleniowy i wszyscy zawodnicy. W zespole jest mieszanka młodości i doświadczenia. Tworzymy fajną grupę. Bardzo dobrze wspominam czas spędzony w Bydgoszczy. Spędziłem tam wspaniale dwa lata, a decyzja o zmianie klubu nie była łatwa.
- Wiadomo, że obecny trener Skry jest Pana przyjacielem. Czy tym fakt bardziej Panu pomaga czy przeszkadza?
- Myślę, że potrafimy oddzielić te dwie sprawy. Podczas treningów Miguel jest przede wszystkim trenerem, a ja zawodnikiem. Słucham tego, co mówi i pracuję tak jak cała drużyna. Trenuję na maksimum. Zawsze staram się pracować nad tym, aby być jeszcze lepszym zawodnikiem. Czasami na treningach nie jest łatwo, ale to normalne. Wszyscy chcemy dla klubu jak najlepiej, więc dajemy z siebie wszystko. Jeśli z własnego doświadczenia mogę jeszcze przekazać coś młodym zawodnikom, to to robię. Jeśli natomiast jest jakaś sprawa do przedyskutowania z Miguelem, to rozmawiamy. Miguel naprawdę jest zaangażowanym trenerem. Zakończył karierę zawodniczą i postanowił zostać trenerem. To mu dobrze wychodzi.
- A co sądzi Pan o „nowej” Skrze?
- To jest troszkę ryzykowny projekt, ponieważ w drużynie jest wielu młodych siatkarzy, którzy teraz zdobywają doświadczenie. Są młodzi, ale bardzo utalentowani. Niestety nie ominęły nas kontuzje – Facundo Conte nie może jeszcze grać. Musimy chwilę poczekać i być cierpliwymi. Już teraz nasza gra nie wygląda źle. W Kielcach grał Wojtek (Wojciech Włodarczyk – przyp. red.), Samuel (Samuel Tuia), młody Nicolas (Nicolas Uriarte) dobrze sobie radzi. Powrót Mariusza (Mariusza Wlazłego) na pozycję atakującego jest także bardzo istotny. To dobry ruch i dla niego, i dla zespołu. Z poprzedniego sezonu zostało kilku zawodników, ale nastąpiły też zmiany. Myślę, że Skra potrzebowała nowego impulsu, nowej dynamiki. Klub był na zakręcie, ale teraz realizowany jest nowy projekt i jestem szczęśliwy, że mogę w nim uczestniczyć.
- W zespole jest wielu obcokrajowców: z Francji, Serbii, Argentyny… Tygiel językowy. Jak się pracuje w takim otoczeniu?
- Szybko nawiązaliśmy kontakt między sobą. Rozmawiamy po włosku, angielsku, francusku i oczywiście po polsku. Nie ma żadnego problemu komunikacyjnego. Wszyscy mamy ten sam cel i pracujemy, by go osiągnąć. Jeśli taką pracę będziemy utrzymywać, to będzie super!
- Jakie nadzieje wiąże Pan z tym sezonem dla siebie i dla zespołu?
- Nie znam oficjalnych celów postawionych zespołowi. Naprawdę. O to należałoby zapytać prezesa Piechockiego. Myślę, że wszyscy jesteśmy tutaj, aby wygrywać. Może sponsorzy powiedzą, że celem jest medal, może finał. Ja chcę zawsze wygrywać.
- PlusLiga: Po meczu z Effectorem Kielce zdobył statuetkę MVP. Czy wie Pan, która to już nagroda w Pana karierze w Polsce?
- Stéphane Antiga: Otrzymanie nagrody dla najlepszego zawodnika spotkania jest przyjemne, ale nie najważniejsze. To tylko dodatek. To co jest ważne, to to, że zagraliśmy trzy bardzo dobre sety i jeden bardzo zły. Musimy pracować, aby grać jeszcze lepiej i dowiedzieć się, czemu gramy falami. Taki mecz, jak w Kielcach, przytrafił nam się po raz pierwszy odkąd razem pracujemy i to jest troszkę niebezpieczne. Dwie pierwsze partie zagraliśmy naprawdę na dobrym poziomie. Zawsze w spotkaniu gra wielu zawodników z drużyny, w niedzielę zagrali prawie wszyscy. Trener dokonał dobrych zmian, które pomogły nam w grze w obronie. Dobrze spisywaliśmy się także w polu zagrywki i w ataku. Wiemy, że jesteśmy w stanie grać jeszcze lepiej, ale do tego potrzeba czasu. Jesteśmy zadowoleni, że w Kielcach zdobyliśmy trzy punkty. To ważne.
- Może na Waszą postawę wpłynęła 10-ciominutowa przerwa, która od tego sezonu obowiązuje w PlusLidze między drugim a trzecim setem?
- Moim zdaniem, to nie miało znaczenia w tym przypadku. Może dwu, trzypunktowa strata na początku seta mogłaby być spowodowana przerwą, ale w trzeciej partii traciliśmy punkty serami. Może to wszystko było w naszych głowach? Po dwóch, łatwo wygranych setach, uznaliśmy, że już wygraliśmy spotkanie. Przestaliśmy po prostu grać, oddaliśmy przeciwnikowi tę partię, ale w kolejnej wróciliśmy do swojej gry. Poza tym, przy pełnej hali, a taka była w Kielcach, gra się naprawdę dobrze.
- W każdym mieście wypełnia się hala, kiedy przyjeżdża Skra Bełchatów…
- Ale Skra od dwóch lat nie zdobyła mistrzostwa Polski! A granie w takich okolicznościach naprawdę jest wielką przyjemnością.
- Wrócił Pan po dwóch sezonach do Bełchatowa, dlaczego?
- Skra Bełchatów nadal jest prestiżowym klubem, w którym realizowany jest ciekawy projekt prowadzony przez Miguela Falscę. Kiedy z nim pracujemy, otrzymujemy wiele dobrych wskazówek. Dzielimy tę samą filozofię gry. Mimo że Miguel debiutuje w roli trenera, świetnie rozumie siatkówkę. Niedawno zakończył karierę zawodniczą. Jest bardzo inteligentny. Ma pomysł na drużynę. Wszyscy są zaangażowani w ten projekt – sztab szkoleniowy i wszyscy zawodnicy. W zespole jest mieszanka młodości i doświadczenia. Tworzymy fajną grupę. Bardzo dobrze wspominam czas spędzony w Bydgoszczy. Spędziłem tam wspaniale dwa lata, a decyzja o zmianie klubu nie była łatwa.
- Wiadomo, że obecny trener Skry jest Pana przyjacielem. Czy tym fakt bardziej Panu pomaga czy przeszkadza?
- Myślę, że potrafimy oddzielić te dwie sprawy. Podczas treningów Miguel jest przede wszystkim trenerem, a ja zawodnikiem. Słucham tego, co mówi i pracuję tak jak cała drużyna. Trenuję na maksimum. Zawsze staram się pracować nad tym, aby być jeszcze lepszym zawodnikiem. Czasami na treningach nie jest łatwo, ale to normalne. Wszyscy chcemy dla klubu jak najlepiej, więc dajemy z siebie wszystko. Jeśli z własnego doświadczenia mogę jeszcze przekazać coś młodym zawodnikom, to to robię. Jeśli natomiast jest jakaś sprawa do przedyskutowania z Miguelem, to rozmawiamy. Miguel naprawdę jest zaangażowanym trenerem. Zakończył karierę zawodniczą i postanowił zostać trenerem. To mu dobrze wychodzi.
- A co sądzi Pan o „nowej” Skrze?
- To jest troszkę ryzykowny projekt, ponieważ w drużynie jest wielu młodych siatkarzy, którzy teraz zdobywają doświadczenie. Są młodzi, ale bardzo utalentowani. Niestety nie ominęły nas kontuzje – Facundo Conte nie może jeszcze grać. Musimy chwilę poczekać i być cierpliwymi. Już teraz nasza gra nie wygląda źle. W Kielcach grał Wojtek (Wojciech Włodarczyk – przyp. red.), Samuel (Samuel Tuia), młody Nicolas (Nicolas Uriarte) dobrze sobie radzi. Powrót Mariusza (Mariusza Wlazłego) na pozycję atakującego jest także bardzo istotny. To dobry ruch i dla niego, i dla zespołu. Z poprzedniego sezonu zostało kilku zawodników, ale nastąpiły też zmiany. Myślę, że Skra potrzebowała nowego impulsu, nowej dynamiki. Klub był na zakręcie, ale teraz realizowany jest nowy projekt i jestem szczęśliwy, że mogę w nim uczestniczyć.
- W zespole jest wielu obcokrajowców: z Francji, Serbii, Argentyny… Tygiel językowy. Jak się pracuje w takim otoczeniu?
- Szybko nawiązaliśmy kontakt między sobą. Rozmawiamy po włosku, angielsku, francusku i oczywiście po polsku. Nie ma żadnego problemu komunikacyjnego. Wszyscy mamy ten sam cel i pracujemy, by go osiągnąć. Jeśli taką pracę będziemy utrzymywać, to będzie super!
- Jakie nadzieje wiąże Pan z tym sezonem dla siebie i dla zespołu?
- Nie znam oficjalnych celów postawionych zespołowi. Naprawdę. O to należałoby zapytać prezesa Piechockiego. Myślę, że wszyscy jesteśmy tutaj, aby wygrywać. Może sponsorzy powiedzą, że celem jest medal, może finał. Ja chcę zawsze wygrywać.
PGE Skra Bełchatów - Indykpol AZS Olsztyn
PGE Skra Bełchatów pokonała Indykpol AZS
Olsztyn 3:1 (25:22, 26:24, 21:25, 25:20) w meczu kończącym 3. kolejkę
PlusLigi. MVP spotkania został wybrany Mariusz Wlazły.
Bełchatowianie są jedynym zespołem ekstraklasy bez porażki. W niedzielne popołudnie olsztynianie przeciwstawili nim bardzo dobrą grę. W meczu było dużo walki i mógł się on podobać widzom.
Olsztyński zespół to bez wątpienia najgroźniejszy przeciwnik PGE Skry w tym sezonie. Akademicy przyjechali do Bełchatowa po dwóch zwycięstwach z Jastrzębskim Węglem i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, kandydatami do medali PlusLigi.
Tylko w pierwszym secie wygrana bełchatowian była niezagrożona. Już w drugiej partii AZS prowadził 15:11, ale ambitna pogoń bełchatowskiej drużyny sprawiła, że zespoły grały na przewagi, a lepsi okazali się siatkarze PGE Skry.
To był jednak przedsmak tego, co czekało kibiców w trzeciej partii, w której AZS udowodnił, że opinie ekspertów o tym, że olsztynianie mogą się włączyć do walki o medale, nie są bezpodstawne. Przez większą część seta albo był remis, albo jednym lub dwoma punktami prowadzili Akademicy. A w końcówce przewaga olsztyńskiej drużyny jeszcze wzrosła.
Gdy w czwartej partii AZS wyszedł na prowadzenie 5:1, siatkarzom PGE Skry strata jednego punktu zajrzała poważnie w oczy. Bełchatowianom udało się jednak zrobić przejście, a później, dzięki skutecznej gry blokiem, odrobić straty i wyjść na prowadzenie jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną. Do końca spotkania gra była bardzo emocjonująca, ale bardziej doświadczeni gracze PGE Skry nie wypuścili szansy na zwycięstwo z rąk.
Kolejny mecz ligowy PGE Skra rozegra w sobotę o godz. 17 w Radomiu z Cerradem Czarnymi. Wcześniej, bo w środę o godz. 19 polskiego czasu bełchatowski zespół zagra rewanżowe spotkanie 1. Rundy Pucharu CEV w Grecji z Ethnikosem Alexandroupolis.
Bełchatowianie są jedynym zespołem ekstraklasy bez porażki. W niedzielne popołudnie olsztynianie przeciwstawili nim bardzo dobrą grę. W meczu było dużo walki i mógł się on podobać widzom.
Olsztyński zespół to bez wątpienia najgroźniejszy przeciwnik PGE Skry w tym sezonie. Akademicy przyjechali do Bełchatowa po dwóch zwycięstwach z Jastrzębskim Węglem i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, kandydatami do medali PlusLigi.
Tylko w pierwszym secie wygrana bełchatowian była niezagrożona. Już w drugiej partii AZS prowadził 15:11, ale ambitna pogoń bełchatowskiej drużyny sprawiła, że zespoły grały na przewagi, a lepsi okazali się siatkarze PGE Skry.
To był jednak przedsmak tego, co czekało kibiców w trzeciej partii, w której AZS udowodnił, że opinie ekspertów o tym, że olsztynianie mogą się włączyć do walki o medale, nie są bezpodstawne. Przez większą część seta albo był remis, albo jednym lub dwoma punktami prowadzili Akademicy. A w końcówce przewaga olsztyńskiej drużyny jeszcze wzrosła.
Gdy w czwartej partii AZS wyszedł na prowadzenie 5:1, siatkarzom PGE Skry strata jednego punktu zajrzała poważnie w oczy. Bełchatowianom udało się jednak zrobić przejście, a później, dzięki skutecznej gry blokiem, odrobić straty i wyjść na prowadzenie jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną. Do końca spotkania gra była bardzo emocjonująca, ale bardziej doświadczeni gracze PGE Skry nie wypuścili szansy na zwycięstwo z rąk.
Kolejny mecz ligowy PGE Skra rozegra w sobotę o godz. 17 w Radomiu z Cerradem Czarnymi. Wcześniej, bo w środę o godz. 19 polskiego czasu bełchatowski zespół zagra rewanżowe spotkanie 1. Rundy Pucharu CEV w Grecji z Ethnikosem Alexandroupolis.
Plusliga
|
|---|
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






